niedziela, 5 kwietnia 2020

Moja Akademia Ambrożego

--------------------------------------------
Dwa słowa wprowadzenia
Niniejszy esej wysłałem na konkurs #Szkoła2030 Burza mózgów dla edukacji, który w 2019 r. zorganizowało STO. Pracę należało podpisać pseudonimem, a ja od początku wiedziałem, że mój będzie brzmiał: Szkola2030_AmbrożyKleks. W ostatniej jednak chwili, tuż przed jego wysłaniem, by nie przekroczyć dopuszczalnej długości eseju, musiałem go - pseudonim - skrócić. O tym fakcie, oczywiście, zapomniałem; miałem w pamięci, że Ambroży Kleks to ja - i już!
Na konkurs przyszło 99 prac. Sporo, nie? Wśród najlepszych znalazł się esej podpisany AmbrożymKleksem! Najpierw ucieszyło mnie to niewyrażalnie, lecz potem wpadłem w rozpacz czarną jak wnętrze kota, ponieważ okazało się, że tym AmbrożymKleksem jest ktoś inny, że ktoś inny opatrzył swoją pracę w taki właśnie sposób (sic!). 
Jaki jest morał? Ano chyba taki, że matematyczny rachunek prawdopodobieństwa ma sens! I na pewno taki, że w życiu wszystko może się zdarzyć :)
A teraz to, co się wydarzy, to kilka dłuższych chwil z esejem o mojej szkole przyszłości. Smacznego!
A.Misiewicz
--------------------------------------------
Moja Akademia Ambrożego Szkola2030_Ambroży
Moja szkoła marzeń musi mieć piękne boisko szkolne, ogródek z ziołami i smartfona. Po co boisko? Bo na zdjęciach robionych z drona cała szkoła wygląda bajecznie. Ogródek – bo ładnie w nim pachnie i są dżdżownice. Smartfon – by rejestrować te wszystkie widoczki. O nich właśnie po latach mój wychowanek powie: „Lata 30. XXI wieku to było moje dzieciństwo”.
W trosce, by dzieciństwo uczniów mogło się realizować, przedstawiam pomysł: w mojej szkole 2030 roku najważniejsze są koła zainteresowań. Wszystko, co istotne, wiąże się właśnie z ich działalnością. W niniejszym eseju zamierzam przedstawić kilka konkretów, ale nim do nich przejdę – trzy zastrzeżenia. Po pierwsze: moja szkoła 2030 roku pamięta, że w Polsce i w Europie zawód nauczyciela był, jest i pozostanie zawodem inteligenckim. Po drugie: w mojej szkole dyrektor zatrudnia pasjonatów (dobrze, gdyby przy okazji mieli ukończone jakieś studia pedagogiczne). Po trzecie: liczba uczniów w klasie to 15-20 osób.

W mojej Akademii Ambrożego...
... prof. Ryszard Koziołek powiedział: „(...) kształcenie powszechne, egalitarne i standardowe zmienia osobowość ucznia, wyrywając go z czegoś, co bym nazwał kulturą domową. Dziecko, wychodząc z domu, w którym mówi określonym językiem i wyznaje określony system wartości, wchodzi w społeczność, która jest dla niego zupełnie nowa i zawsze inna od znanej. Nagle rozpoznaje, że ma swój akcent albo że mówi gwarą, że rodzice mówią i myślą inaczej niż nauczyciele. Jako uczeń identyfikuje siebie jako innego wobec szkolnych norm i zasad świata opartego na wiedzy (...)”1.
Przyznaję się, ja jestem autorem tego wywiadu, ale odwołuję się do niego z uwagi na autorytet mojego rozmówcy i trafne spostrzeżenia. Takie prof. R. Koziołka rozpoznanie świata bardzo mi odpowiada, gdyż opisuje nie tylko studenta – współczesnego przedstawiciela pokolenia smartfona – ale również 10-latka, ucznia poczciwej klasy 4 szkoły podstawowej. Taki człowieczek wchodzi w nową rzeczywistość, którą ja widzę jako zorganizowana minispołeczność szkolna. Codziennie mija kolegów i koleżanki (i jako pierwszą – panią na portierni). Uczy się współistnieć, potem współdziałać. Poznaje zasady, prawa, instytucjonalny charakter szkoły. Codziennie uczy się nowych zachowań. Poznaje świat oparty na wiedzy. Dla dziecka to z pewnością jak skok na głęboką wodę. My jednak popłyńmy dalej. Do Nowego Jorku.

Marchewkowe ogrody
Tam Amanda Froelich w swoim artykule „More than 50% of New York City’s public schools now have gardens”2 pisała: „Korzyści z ogrodnictwa szkolnego wykraczają poza nauczanie dzieci, skąd pochodzi jedzenie – co jest ważną lekcją. Dla wielu z nich ogrody istnieją jako miejsce wytchnienia i kontemplacji” (tłumaczenie moje, więc aż się boję). I jeszcze jeden fragment: „Szkoły wykorzystują te zielone przestrzenie nie tylko jako narzędzia dydaktyczne i praktyczne laboratoria matematyki i nauk ścisłych, ale także stały się areną rozwoju społecznego i emocjonalnego, szczególnie dla studentów, którzy mogą nie radzić sobie dobrze w tradycyjnej klasie”.
Ogród szkolny jest pomysłem uniwersalnym, bo przyjmie się w każdym klimacie. Także umiarkowanym, jak nasz. Uczeń, sadząc, hodując róże, marchew, lawendę, lubczyk, spotyka na swej drodze insekty i dżdżownice. Na pewno nieraz skaleczy się i ubrudzi spodnie, ale dzięki temu na chemii pozna właściwości krwi i gleby. Poznając zmysłami ten mikroświat, poznaje cykl rodzenia się i umierania (to już na lekcje etyki, religii, historii, muzyki).

Ogródek, drugs & wyciszenie
Na języku polskim wejdźmy z uczniami w ten ogród jak do sadu w Soplicowie (nie podeptać konopi!). Rosnące zioła i kwiaty porównajmy do tych, które rozkwitają w Narnii (uwaga na chelidonie!). Zbierzmy marchew, by uczniowie mogli chrupać ją na lekcjach poświęconych Ani z Zielonego Wzgórza. Nawiasem mówiąc, wtedy będzie okazja zadziwić ich, że pierwotnie marchewka była koloru czarnego. Ten smak nauki wróci jak czkawka w szkole średniej podczas zmagań z Chłopami W. Reymonta.
Przykład jeszcze innego działania interdyscyplinarnego?
Niech uczniowie zredagują list do członków koła odkrywców z prośbą, by ci zaprojektowali i uszyli poduszeczki z logiem szkoły i z lawendą z ogródka w środku. Otwierają się kolejne pedagogiczne klapki, gdy oni szyją te poduszeczki. Uczą się kontemplacji, panowania nad emocjami, logiki. Podobnie jak na kółku szachowym.
Pozostaje już tylko (aż) wyjaśniać dzieciom, z czym właśnie obcują, wyposażać je w odpowiednie pojęcia naukowe. Prostym, ale (jakkolwiek to brzmi) profesjonalnym językiem. Język, jakim nauczyciel komunikuje się z uczniem, rzutuje na charakter relacji. Daleki jestem od pedagogicznego partnerstwa, jakie ma łączyć ucznia z nauczycielem. Uważam, że uczeń może stać się partnerem, dopiero gdy już nie jest uczniem swojego nauczyciela i gdy otrzyma od niego zgodę, by przejść na „ty”. Bardzo hołduję idei nauczyciela, który jest przewodnikiem po zdumiewającym świecie nauki. Który swoim wychowankom pokazuje świat takim, jakim jest. To pasjonat, który, gdy mówi o dżdżownicy, ma już w głowie pomysł, by zorganizować wycieczkę w Bieszczady i nazwać ją „STOnoga”. Zrobi to dla siebie i dla swoich uczniów.

Dziennikarstwo pełną gębą
20 lat temu Stanisław Bortnowski w swoim podręczniku Warsztaty dziennikarskie skupiał się wyłącznie na rzemiośle prasowym. Dla Autora książki mam niemiłą informację: gazety papierowe znikną, bo wszystko będzie w internecie, a proponowane formy pracy są anachroniczne. O tym, że gazetę czeka śmierć, a przed informacją czarna przyszłość, pisze w swojej książce Śmierć gazet i przyszłość informacji (2011) Bernard Poulet.
Dzisiaj pełną gębą przemawiają (i będą przemawiały) media audiowizualne. Moja wizja szkoły lokuje uczniów w przestrzeni audiowizualnej: https://www.facebook.com/stobytom/videos/1632028963607601/
Ten 10-minutowy wywiad (nagrany smartfonem w aplikacji InShot) przygotowałem ze swoimi uczniami z koła dziennikarskiego w Społecznej Szkole Podstawowej STO w Bytomiu. To jeden z kilku, które dotychczas nagraliśmy. Jest tytuł dla tego cyklu rozmów: „My tylko pytamy”. Co tydzień zapraszamy na rozmowę „ciekawych nauczycieli, rodziców i uczniów”. Dotyczą one naszej szkoły, Bytomia i w ogóle świata całego.
To, co w wywiadzie słyszymy i widzimy, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Wszystko, co ważne, jest niewidoczne dla oczu. Wchodzenie w rolę, panowanie nad emocjami, rozwijanie empatii, dykcja, odpowiedzialność indywidualna, umiejętność reagowania na zmiany, lekcja historii. Last but not least: współpraca z rodzicami, którzy przecież w domach ćwiczą ze swoimi pociechami dykcję albo jak poprawnie włożyć marynarkę czy zapiąć guziki w koszuli. Razem wychowujemy ucznia jako odpowiedzialnego nadawcę komunikatów medialnych. Robimy to po to, by tenże odpowiedzialniś mógł kiedyś powiedzieć: „Ta podstawówka to było moje dzieciństwo”.

O ideach
Szkoła publiczna w kształcie, jaki mamy do dzisiaj, sięga co najmniej wieku XIX. Od tamtej pory pary i elektryczności zmaga się z tymi samymi problemami. Najlepsze dowody to strajk nauczycieli 8 kwietnia 2019 r. i problem z papierem do drukowania kart pracy. Trzeba jednak pamiętać, że przed szkolnictwem publicznym i wprowadzeniem obowiązku edukacji istniało szkolnictwo prywatne, np. domowe. Wieki XX i XXI przyniosły kolejne szkoły niepubliczne, prywatne, społeczne, alternatywne. U podstaw każdej leży myśl pedagogiczna (czasami nawet myśl ideologiczna3). Dlatego szkolnictwo niepubliczne i alternatywne jest tak interesujące, bo udowadnia, że o dydaktyce i edukacji można myśleć inaczej. Dlaczego więc z tego nie czerpać?
Moja Akademia Ambrożego czerpie z myśli pedagogicznej Janusza Korczaka. Jego warszawski Dom Sierot (1912) stawiał za cel budowę dziecięcej społeczności obywatelskiej, a nawet prowadził swoją gazetkę szkolną (jestem przekonany, że były w niej zaimki „on” i „ona”). Inspirująco wygląda metoda Reggio Emilia w Szkole Diany (1946), gdzie dzieci traktowane są jako odkrywcy i naukowcy w swej odkrywczej podróży po świecie. Jest u mojego Ambrożego angielska Abbotsholme School (1889) Cecila Reddie z jej sportem, rzemiosłem, uczeniem się na pamięć. Znajdzie się dużo z metody Marii Montessori (Casa dei Bambini, 1907). Wyniki dociekań na podłożu psychologii, pedagogiki i przede wszystkim psychiatrii doprowadziły Montessori do spostrzeżenia, że wypracowana metoda „stosowana w pracy z osobami z niepełnosprawnością była także stymulująca, gdy była stosowana w edukacji dzieci pełnosprawnych”4.
Otóż to! Na podobnej zasadzie na dorosłych stymulująco będą działały aktywności, które działają na uczniów, jak na przykład taniec. Lekcje tańca dla nauczycieli wydają mi się znakomitym pomysłem.

Wszystkiego smacznego na 1 września 2030 roku!
Niezależnie jednak, gdzie jesteśmy – czy w Nowym Jorku, Sztokholmie, Warszawie, we Włoszech czy w Anglii – nasze miejsce pracy (zwane „szkołą”) możemy uczynić miejscem odrobinę bardziej komfortowym i odrobinę przyjemniejszym. Wystarczy zorganizować je tak, by miało ekspres do kawy, mikrofalówkę, lodówkę prysznic, stojak na rowery. I by nie brakło papieru na ksero. A jeśli jemy tu obiady, to plastikowe talerzyki i sztućce zastąpmy talerzami i sztućcami z prawdziwego zdarzenia. No i dodajmy odrobinę przypraw. Oczywiście tych ze szkolnego ogródka.
Wszystkiego smacznego na 1 września 2030 roku!


--------------------------------------------

Przypisy: 1http://katowice.wyborcza.pl/katowice/7,35055,22408809,nie-tak-latwo-zrobic-picassa-nie-wystarczy-najlepsza-wiedza.html 2https://inhabitat.com/more-than-50-of-new-york-citys-public-schools-now-have-gardens/ 3Sztokholmskie przedszkole „Egalia” – jak piszą media – „proponuje neutralną bezpłciową edukację. Nie mówimy tu o chłopcach czy dziewczynkach, ale używamy neutralnego płciowo słowa hen bądź zwracamy się do dzieci bezpośrednio po imieniu”, „Przedszkolanki nie używają słów ona lub on. Wszystko jest bezpłciowe”. W „Egalii” nawet maskotki i ilustracje na ścianach są bezpłciowe (dinozaury, kościotrupy, roboty). 4https://pl.wikipedia.org/wiki/Maria_Montessori

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Dwujęzyczni i proeuropejscy... wspomnienie projektu


Czas realizacji projektu dobiegł końca. A na zakończenie... krótki film przypominający co się działo przez te 18 miesięcy. My dobrze się bawiliśmy i mamy nadzieję, że nasi uczniowie również.

Jedno jest pewne - mimo że projekt się kończy, na pewno nie zabraknie nam pomysłów na kolejne projekty eTwinning i ciekawe lekcje.



czwartek, 30 listopada 2017

Projektowe gadżety, by wszyscy o pamiętali o Erasmusie+ w Społecznej


Realizacja projektu i osiągnięte podczas niej tzw. miękkie rezultaty to nie wszystko. Zadbaliśmy również o to, aby o naszym projekcie informować uczniów, nauczycieli i rodziców i aby o nim długo pamiętać. Po "Dwujęzycznych i proeuropejskich" zostanie też kilka środków trwałych :). Pisaliśmy już o grach językowych (tutaj), a dziś trochę o gadżetach informacyjnych.

Na korytarzu szkolnym zawisła więc kolorowa ikonografika, informująca o głównych działaniach projektowych. 



Tak prezentuje się pośród innych szkolnych "chmurek".


Nauczyciele na szkolnych imprezach oraz na szkoleniach występowali w "firmowych" koszulkach i chętnie udzielali informacji o projekcie.  




Uczniowie natomiast otrzymali na pamiątkę realizowanych projektów eTwinning "erasmusowe" teczki.  

środa, 29 listopada 2017

Puzzlemaker

Hmm... Jak zrobić, żeby się nie zmęczyć i żeby uczniowie wszystko zrobili, nauczyli się i jeszcze podziękowali za fajną lekcję... Użyć puzzlemaker!

Trzeba wejść na stronę http://www.discoveryeducation.com i zupełnie za darmo, a dla leniwych nawet bez logowania, wybrać czy chcemy, żeby uczniowie powtórzyli słówka z ostatnich lekcji przez word search (rozypanka), crossword (krzyżówka) i wiele innych. Potem niech sami wybiorą słówka i zrobią quiz dla innej grupy.

Na koniec już tylko klikamy drukuj i rozkoszujemy się widokiem zaangażowanych w rywalizację i dobrze bawiących się uczniów :) 




piątek, 24 listopada 2017

Najlepszy sposób na naukę angielskiego...




...to gry i jeszcze raz gry. Dzięki środkom z programu Erasmus+ szkoła wzbogaciła się o nowe pomoce dydaktyczne - głównie gry planszowe do nauki angielskiego.



Gry planszowe to nie tylko dobra zabawa. To również sposób na zdobycie wiedzy na tematy związane z kulturą krajów anglojęzycznych, a także na utrwalenie przeróżnych zagadnień gramatycznych, czy doskonalenie umiejętności komunikacyjnych.

Wśród naszych planszówek znajdzie się coś dla uczniów w każdym wieku i na każdym poziomie zaawansowania językowego. Zdecydowanymi faworytami na pewno są: TabooWhat's upSpeller i wiele innych. Ożywią każdą lekcję języka angielskiego w każdej klasie! :) Polecamy!





poniedziałek, 13 listopada 2017



I już za nami kolejny obóz Euroweek. Po bardzo pozytywnych zeszłorocznych doświadczeniach, panie anglistki postanowiły wpisać obóz językowy Euroweek na stałe do szkolnego terminarza, czego rezultatem był listopadowy (6-10.11) wyjazd do Międzygórza.


Uczniowie mieli okazję przez tydzień ćwiczyć w praktyce angielski pod okiem wolontariuszy z całego świata. Spotkali osoby z m.in. Meksyku, Indii, Filipin, Indonezji, Turcji, a nawet Urugwaju.


Euroweek to tydzień niesamowitej energii, nauki przez zabawę, a także zdobywania wiedzy o odległych zakątkach świata.

Udział w obozie świetnie wpisuje się w ideę projektu "Dwujęzyczni i proeuropejscy..." - Euroweek to świetny sposób nauki angielskiego poprzez kontakt z "żywym" językiem, a także sposób na kształcenie u uczniów postawy tolerancyjnej i otwartej na inne kultury.







piątek, 27 października 2017

Szkoleń dla nauczycieli ciąg dalszy ...

Nasza erasmusowa ekipa znowu gotowa do działania! Tym razem 26 października udaliśmy się z wizytą do Miejskiego Gimnazjum nr 1 w Bytomia. Zostaliśmy zaproszeni przez pana Piotra Wernera - doradcę metodycznego - na spotkanie metodyczne dla nauczycieli historii.




Na spotkaniu opowiedzieliśmy o naszym projekcie, o zasadach wnioskowania o dofinasowanie kursów dla nauczycieli w ramach programu Erasmus+, o realizowanych przez nas projektach eTwinning ze szczególnym uwzględnieniem projektów z historii i WOS-u.



Spotkanie upłynęło w bardzo miłej atmosferze. Cieszymy się, że mogliśmy się podzielić naszymi
doświadczeniami. Mamy nadzieję, że udało nam się zachęcić innych nauczycieli do udziału w kursach zagranicznych oraz projektach międzynarodowych i przekonać, że nie takie straszne projekty unijne jak je malują.